winieta-01
winieta-02
winieta-03
winieta-04

WP 20171002 11 30 24 Pro 2 Chłodnym rankiem 2 października uczniowie klasy 7 c  pod opieką p. Elżbiety Janas i p. Barbary Hońdo wyruszyli spod leśniczówki „Jamna” w kierunku wsi Jamna. Droga prowadziła przez lesisty teren położony pomiędzy rzekami Białą a Dunajcem, poprzecinany gęstymi parowami i wąwozami, na którym prowadzone były działania partyzanckie w okresie II wojny światowej. Na szczycie jednego ze wzgórz wznosi się piękny  kościółek - Sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei, a nieopodal- dwa pomniki upamiętniające ofiary bitwy i pacyfikacji wsi. W tym historycznym miejscu pani Barbara Hońdo opowiedziała o I batalionie „Barbara” 16 pułku piechoty Armii Krajowej pod dowództwem kpt. Eugeniusza Borowskiego "Leliwy". Od końca lipca do końca października 1944 roku oddział organizował wypady i zasadzki leśne na oddziały Wehrmachtu SS i policji niemieckiej, realizując na terenie obwodu tarnowskiego plan "Burza". Niemcy wielokrotnie próbowali otoczyć partyzantów w lasach i zniszczyć ich, ale bez powodzenia. 25 września 1944 roku, tuż przed świtem, oddziały niemieckie, których trzon stanowił 5 pułk strzelców ukraińskiej dywizja SS " Galizien",

otoczyły obozowisko partyzanckie w Jamnej. Po zaciętej 

i morderczej walce partyzantom udało się znaleźć luki w nieprzyjacielskim pierścieniu
i wyprowadzono prawie pół tysiąca ludzi, między dwoma posterunkami esesmańskich karabinów maszynowych. Rano hitlerowski kocioł okazał się pusty. Za udzielanie pomocy partyzantom hitlerowcy spacyfikowali Jamną. Wieś płonęła przez całą noc z 25 na 26 września. Zginęło 27 osób. Najmłodszą ofiarą  był chłopiec mający zaledwie jeden rok…

Po chwili zadumy pod pomnikiem pomordowanych uczniowie ruszyli do bacówki, na terenie której spędzili miło czas, korzystając z pięknej pogody. Były szalone skoki na batucie, gra
w kometkę, mecz siatkówki, relaks w chatce Baby Jagi, spacery i  podziwianie jesiennych krajobrazów z wieży widokowej. Oczywiście nie zabrakło też małego „co nieco”, czyli kiełbasek z grilla i lodów. Aż żal było wracać…